poniedziałek, 12 grudnia 2011

Jak rozpoznać pomarańczę bez pestek?

To jest czas na pomarańcze. O tej porze roku są najsmaczniejsze i w zasadzie jem je tylko zimą. Można je dostać cały rok, ale to tak jak z truskawkami - najlepsze są przez miesiąc, dwa w roku. Do tego ponoć są szalenie zdrowe. No i zwłaszcza teraz, jak jest tak ciemno i zimno, zjedzenie pomarańczy to trochę tak jak zjedzenie słońca, nieprawdaż? Pomarańcze bez pestek mają pępek. Te bez pępka i tańsze to owoce przemysłowe przeznaczone na sok.


A oto rzeczony pępek na pomarańczy.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

sobota, 3 grudnia 2011

Śląsko, kresowo, pomarańczowo

Czerwona kapusta ( a przecież fioletowa !), po śląsku "modra". Jestem pewna, że gdyby kiedyś ludzie postanowili przestać jeść, hodowaliby ją choćby po to by na nią patrzeć. No  przynajmniej ja.
Felek kupił jakiś czas temu opasłą książkę kucharską pt. "Kuchnia polska. Tylko sprawdzone przepisy" autorstwa Marzeny Wasilewskiej ( za jedyne 10 zł, w kerfurze). I tam znalazłam przepis na kapustę czerwoną w mojej, jak się okazało, najulubieńszej wersji. Mam nadzieję, że nie pogwałcę praw autorskich pani Marzeny. Jeśli ktoś się na tym zna, niech mnie pouczy.

"Czerwona kapusta o korzennej nucie

1 mała lub pół dużej główki czerwonej kapusty (700-800g)
1 średnia cebula
3 łyżki masła
200 ml czerwonego (najlepiej półsłodkiego) wina
5 ziaren ziela angielskiego
5 goździków
pół małej laski cynamonu lub ćwierć łyżeczki mielonego
sól, cukier, 
sok z cytryny lub ocet z czerwonego wina

Z kapusty usunąć uschnięte liście i drobno poszatkować. Posiekaną cebulę zeszklić na maśle, dodać kapustę i 5 minut podsmażać, uważając na to, by się nie przypaliła. Wlać wino, dodać przyprawy i dusić około 45 minut. W razie gdyby brakowało płynu, wlewać 1-2 łyżki wody. Na koniec przyprawić solą, cukrem oraz sokiem z cytryny lub octem."


Nie da się ukryć, że kapusta po takiej obróbce traci swoje walory estetyczne, ale za to jak smakuje...
Tym razem do kapusty zrobiłam danie kuchni kresowej - hreczniaki. Pierwszy raz je zjadłam w bufecie wydziału psychologii UW na ul.Stawki. Brzmiało to jak nic co jadłam do tej pory a  było tak dobre, że przełamując wrodzone zdziczenie spytałam " ale co to?" I tak odkryłam kolejne wcielenie mojej ulubionej kaszy gryczanej. Korzystam z przepisu, który znalazłam w internecie.  Nie przepuszczam sera i kaszy przez maszynkę, bo jej nie mam, ale jakbym miała to też bym tego nie robiła, bo taka konsystencja i faktura po ugnieceniu przez widelec wydaje mi się milsza. Kotletów nie obtaczam w bułce tartej. Mają tendencję do rozpadania się, dlatego trzeba je wrzucać na dość rozgrzaną patelnię. Pewnie są na to jakieś dodatkowe sposoby, ale to rozpadanie wydaje mi się nawet jakoś yyyy ...urocze.


I na koniec coś co podbiło moje serce, i powinno się znaleźć obok kapusty na talerzu, bo się z nią komponuje idealnie i dlatego, że zaczął się sezon na pomarańcze. Nie znalazło się bo okazuje się, że w pewnych porach dnia, roku i samopoczucia trzy minuty do sklepu to jest ciągle za dużo. Przepis ze wspomnianej wyżej książki kucharskiej.

"Sos chrzanowo-pomarańczowy

200 ml śmietany kremówki
4 łyżki chrzanu, świeżo startego lub ze słoika
sok z połowy cytryny
2 łyżki soku z pomarańczy
skórka starta z 1 pomarańczy
sól, cukier

Pomarańczę sparzyć wrzątkiem i na drobnej tarce zetrzeć skórkę. Połączyć ją z chrzanem, sokiem z cytryny oraz pomarańczy i ubitą śmietaną kremówką. Doprawić do smaku solą i cukrem, i podawać do ryb na zimno, zwłaszcza wędzonych."
Nie próbowałam z rybami, zwłaszcza wędzonymi. Za to z powyższą kapustą i plackami ziemniaczanymi - wyśmienite. Jak poczynię zdjęcia to pokażę.


Zupa brukselkowa

Bo bywa tak, że się nie chce. A wtedy od śmierci głodowej albo przedawkowania tostów z miodem ratuje Felek. W tym odcinku ratuje zupą brukselkową smaczną i zdrową. Cytuję :


"Zupa brukselkowa

brukselki – z 10 sztuk ( przekrojone w pół)
ziemniaki, sztuk 3, bo się okazały bycze w rozmiarze
marchewka-2
seler - ćwiartka
por z 15 cm
pietruszka -1
śmietana 30%
woda z kranu z 2 litry


przyprawy:
pieprz
sól
majeranku i tymianku szczypta
parę kulek ziela angielskiego
liści laurowych kilka

dodatki:
zielona pietruszka pociachana na wierch
kruche żytnie talarki z kminkiem i koprem w pół utopione.

Całemu procesowi trzeba poświęcić 30 min (przygotowanie i gotowanie)
Brukselki pozbawiłem twardych końcówek, przeciąłem na pół, bo całe mogłyby się nie zmieścić w gardle Leny. [ HA HA HA ] Reszta warzyw przygotowana została według sztuki konwencjonalnej.
Najpierw do wody poleciała włoszczyzna, 5 minut potem ziemniaki i brukselki, przyprawy. Śmietana finiszowała ( wcześniej osobno wymieszana z wywarem w kubku) Przy podaniu jeszcze chlast zieloną pietruszką na wierch i dup talarkami żytnimi i można mlaskać robiąc wytrzeszcz.  "


Zupa wyszła, że ho ho. A Felek zaczął wstydzić się swoich kostek. Rosołowych. 

poniedziałek, 28 listopada 2011

Mesydż od Felka

"Kotlety z kapusto


kapusta czerwona, dobrze pociachana
twaróg, czy tam ser biały
cebula
czosnek
olej w wielkości średniego łyka
jajców ze dwa
buła tarta
sól
pieprz

wymieszać, uformować kotlety, pokulać w bułce tartej, wciepać na olej, smażyć na średnim ogniu
podać z ziemniakami polanymi sosem z pociachanej kalarepy, bazylii wymamlanej z popieprzono śmietano, dodać brokuły na parze ztegowane i ogóra kiszeńca koniecznie. Zjeść.



"

Od siebie dodam, że kotlety znikły w try miga.

niedziela, 27 listopada 2011

Relacja z Jarmarku

    Jest regionalnie, owszem, ale myślałam, że kubki smakowe nasiąkną mi smakiem okolic. Moda na kulinaria lokalne zatacza coraz szersze kręgi. Gessler zachęca właścicieli podupadłych restauracji żeby zrezygnowali z włoskich przepisów polskich kucharzy na rzecz tego co jest  unikalne w menu danego regionu. Może w przyszłym roku obok produktów z Podlasia i Czarnego Dunajca w Galerii Jastrzębie pojawią się zozworki czy marmelada z dyni po cieszyńsku
    Stoiska Jarmarku mieszczą się na parterze za schodami. Największym ze stołów i zarazem cieszącym się największym powodzeniem jest ten z mięsem. Tam kupiłam Felkowi "Polędwicę ze strychu" - 43 złote za kilogram. Mięso przybyło z Podlasia. 



Potem lawina krówek, której się nie oparłam bo i specjalnie nie próbowałam. Za 100 gram zapłacimy trzy złote i dwadzieścia groszy. Do wyboru krówki o smaku makowym, orzechowym, miętowym, cynamonowym, kawowym, kokosowym i wiele innych. Pani podawczyni towaru zapewniała, że poza tymi, które w nazwie są "kruche" reszta jest ciągnąca, ale różnie z tym bywa. Krówki pochodzą z Dobrego Miasta.


  Na następnych dwóch stoiskach kremy do pielęgnacji rąk i  biżuteria, rękawiczki itp. Oba mnie zupełnie nie przyciągnęły. Nieco z boku ulokowały się sery i piwa. Wędzone sery pochodziły z Czarnego Dunajca. Największy kawałek kosztował 18 złotych i ten właśnie kupiłam bo piszczenie zębowe jakie wydaje taki ser jest niezastąpione.


Na zdjęciu z konfiturą z żurawiny, którą zrobiłam tego roku. Szał.
Na koniec piwa z browaru Koreb w Łasku. Kupiłam miodowe ( 7,2%) i niefiltrowane (6,4%), po sześć złotych. Miodowe pyszne, niefiltrowane też.


Jeśli ktoś jeszcze nie był, to radzę się pospieszyć.
I coś a propos regionalizmów.